Friday, 31 January 2014

Moja bitwa o Anglie cz.4

 Stojan byl znany z duzych I drogich remontow, bo glownie tym sie zajmowal. Mial uklad z bogatym Zydem, wlascicielem duzej ilosci domow,mieszkan I innych nieruchomosci. Stojan zatrudnial glownie Polakow I na polskiej krwawicy wybudowal swoje krolestwo. Pracujac u niego poznalem tez reszte brygady: Grek, Ukrainiec, ojciec I syn z Albanii, dwoch Irlandczykow, Anglik no I oczywiscie duza grupa Polakow.
 Zajechalismy pod adres, gdzie znajdowalo sie nasze remontowane mieszkanie, niedaleko, zaledwie z drugiej strony Kensington Gardens. Doslownie naprzeciwko Sience Museum I College of Art, w ktorym to studiowali I zaczynali muzyczna przygode chlopaki z grupy Queen, nazywajac sie wczesniej Smile.
 Jednak wtedy dreszczy dostalem z innego powodu. Wlasnie rozpoczynalem prawdziwa prace I choc wynagrodzenie nie nalezalo do najlepszych, to bylo o niebo lepsze od oferowanego w Slough.
 Bylo to luksusowe mieszkanie w nowoczesnym bloku, dosyc duze I z portierem na klatce schodowej. Kazde wejscie I wyjscie bylo rejestrowane w ksiazce raportowej, kazdy nasz ruch obserwowany.
 Byl to okres na kilka dni przed Wielkanoca 2002 roku, wiec wielu jego pracownikow wyjechalo do domu. Zostalo nas tylko trzech. Opowiedzialem chlopakom gdzie mieszkam I co sie dzieje w Slough. Byli w szoku lecz slyszeli o podobnych miejscach.
 Pierwsza dniowka szybko nam zleciala. Nie wiele wtedy wiedzialem na temat remontowania angielskich apartementowcow, lecz czulem sie pewniej w tej roli nizli w warsztacie samochodowym. Chlopcy byli mili I wytlumaczyli mi wiele. Zrobili goracej kawy I nawet pozyczyli £17 na pociag do Slough. Niestety, musialem tam wrocic I spac przez kolejne dwie noce, az otrzymam pierwsze zarobione pieniadze. Kwota nie byla zawrotna. Prace rozpoczalem w srode, wiec do soboty zarobilem zaledwie £105. Jednak moglem pozwolic sobie na wynajecie pokoju w Londynie I wystarczylo jeszcze na jedzenie oraz Travel Card.

 Ostatniej nocy w tej smierdzacej I przepelnionej melinie wogole nie spalem. Emocje siegaly zenitu. Wczesniej spakowalem swoje rzeczy, zabralem im tez potrzebne mi sztuccie I kubek. Niebieski, porcelanowy, najzwyklejszy na swiecie.
 Musialem uwazac na siebie. Miesniaki mogli mnie zobaczyc idacego w nocy z torba I pewnie bym musial po tym spotkaniu szukac chirurga  w okolicy. Mialem przeciez u nich spory dlug. Po dwoch tygodniach mieszkania bylem im winny £450. Ponoc za znalezienie pracy I za zakwaterowanie. Tylko przypomne, ze niezaoferowali mi nawet pracy za £2.50/h, a o warunkach mieszkaniowych nawet nie mam ochoty wspominac.
 Doszla tez obawa o kontrole policyjna. Wygladalem jak rasowy wlamywacz: duza, wypchana torba, podejrzany wyglad, ogladalem sie za siebie czesto no I ta godzina- 3 nad ranem. Chcialem jechac pierwszym pociagiem do Londynu.
 Bieglem na oslep jakas alejka, po ciemku, po kaluzach z jezykiem do kolan. Bez przerwy, przez 30 min. Torba byla tak piekielnie ciezka I niewygodna, ze mialem ochote wyzucic ja w krzaki. W przeszlosci duzo biegalem na dlugie dystanse I tylko to, pozadna kondycja fizyczna pomogla mi dotrzec do mety zwanej Slough Railway Station.
 Uffff,udalo sie! Tu czulem sie dziwnie bezpieczny I wolny. Moze to bylo tylko zludzenie, jednak odetchnalem gleboko z ulga.
 Na miejscu w pracy pozyczylem telefon od kolegow I zadzwonilem w sprawie wynajecia pokoju. Adres I numer mialem jeszcze z Polski od Waldka, zapisalem na wszelki wypadek. Calkowicie slusznie. Przydalo sie.

 Mieszkanie znajdowalo sie we Wschodnim Londynie w dzielnicy Poplar w sasiedztwie slynnych wierzowcow z Canary Wharf. Calkowicie mi to odpowiadalo. Poniewaz Slough jest na Zachod od Londynu ok. 10 km, a jak wiadomo, Londyn jest potezny. Szerokosc tego miasta od granicy Wschod- do Zachodu to ok 80 km. droga, wiec czulem sie spokojnie w tej okolicy.
 Mieszkanie bylo skromne ale czyste. I puste! Byly tam tez trzy sypialnie I salon, jednak puste. Byl tam jakis koles, ktory po dwoch dniach wyprowadzil sie. bylem wiec sam. Moglem wybierac pokoj I lozko. Mialem nawet posciel I poduszke. Po dwoch tygodniach pobytu w tej smierdzacej jaskini, kazde mieszkanie jest lepsze. Nareszcie moglem sie wyspac I odetchnac plena piersia. Mam gdzie spac, mam prace, jestem bezpieczny.
 Jednak jestem sam, a jutro moje 31 urodziny. Raczej nie bedzie tortu, nie bedzie prezentu...
cdn

Monday, 27 January 2014

Moja bitwa o Anglie cz3

 Obecnie Notting Hill jest jedna z moich ulubionych dzielnic. Piekna okolica, wspaniale bogate domy, sklepy z oryginalna odzieza z lat '60-tych oraz cos, co mnie pochlonelo do reszty. potrafilem tam spedzac wiele godzin szukajac czegos ciekawego. Byly to mianowicie sklepiki z uzywanymi plytami CD. W kazdym takim sklepie byly tysiace plyt. Tysiace, I kazda inna, kazda wyjatkowa.
 Jest tez na tej dzielnicy slawny market Portobello z roznymi starociami, antykami I milionami innych rzeczy. Codziennie odwiedza to miejsce mnostwo ludzi, a szczyt osiaga w sobote, gdzie ciezko jest przejsc obok. Znalazlem tez tam kilka malych studio nagran specjalizujacych sie w muzyce Reagge. Ze wzgledu na wielu osiadlych tam emigrantow, cala okolica pachnie karaibskim jedzeniem oraz pelnowartosciowym haszem. Co roku oragnizowany jest tam Notting Hill Carnival, bardzo podobny do tego z Rio de Janerio. W innej czesci Notting Hill, tej bogatszej, swoje domy maja takie slawy jak Madonna czy Richard Branson, tam jest najdrozsza ulica w Wielkiej Brytanii I tam tez byl krecony slynny film pt. Notting Hill z Hugh Grantem. Do dzis turysci robia sobie fotki przy filmowej ksiegarni. Po latach nawet zamieszkalem w sasiedztwie, jednak o tym pozniej.

 Taaaa, tylko gdzie jest to pieprzone Notting Hill??? Zaklalem zerkajac na kolorowy labirynt potocznie zwany mapa metra. Gdy juz znalazlem,to kolejnym wyzwaniem bylo opracowac trase przejazdu. Byly to moje pierwsze kroki po Londynie, wiec musialem przygotowac sie odpowiednio. W tamtym okresie nie bylo jeszcze nawigacji satelitarnej w telefonach, ba wtedy wchodzily dopiero pierwsze telefony z kolorowym wyswietlaczem. Kafejki internetowe byly oblegane przez studentow I emigrantow I trzeba bylo czekac godzinami na swoja kolej przy komputerze. Za ostatnie funty kupilem mape Londynu, ktora mam do dzis I obiecalem sobie, ze bede ja trzymal do konca swiata. Bez niej wtedy poruszanie sie tym miescie bylo niemozliwe. Odnalazlem wiec moja stacje docelowa, opracowalem srodki transportu publicznego oraz prywatnego w postaci spaceru na wlasnych nogach w celach oszczednosciowych I nastepnego ranka wyruszylem pelen entuzjazmu I nadziei na lepsze zycie. Zycie emigranta.
 Oczywiscie na miejscu bylem dwie godziny przed czasem aby tylko nie spoznic sie choc minuty. Przed stacja metra jest olbrzymie skrzyzowanie I kilka podziemnych wyjsc, na srodku drogi kierunki ruchu oraz chodnik oddzielaja barierki bezpieczenstwa, aby czasem komus do glowy nie wpadlo wedrzec sie do paszczy lwa, ktory w tym przypadku byl tym koszmarnym skrzyzowaniem.
No I tak stalem I opracowywalem plan dzialania w przypadku ujrzenia niebieskiego volkswagena.
 Stojan, moj przyszly pracodawca "na czarno", byl z pochodzenia Bosniakiem. Osiadl w Londynie na poczatku lat '70-tych. Wlasciwie tu uciekl. ponoc sprzedawal w bylej Jugoslawii tabletki Biseptol sprowadzane z Polski jako srodek antykoncepcyjny. Widocznie mial kilku niezadowolonych tatusiow I musial sie ewakuowac na brytyjska wyspe. Tu przybral nazwisko zony I rozpoczal nowe zycie jako przedsiebiorca budowlany.
 Zaraz, zaraz, ale jaki Volkswagen? Zadalem sobie pytanie.Przeciez takich niebieskich Volkswagenow przejechac tedy moze wiele. Cholera, co teraz? Nie zdazylem jednak podrapac sie w glowe, gdy po przeciwnej stronie zatrzymal sie niebieski Volkswagen van. Bez zastanowienia przeskoczylem ulice I barierki I po sekundzie siedzialem w srodku auta. Byl tam juz Wojtek, jego polski wspolpracownik. Znali sie od samego poczatku tej firmy.
CDN

Thursday, 23 January 2014

Moja bitwa o Anglie cz2

 Wioletka przyjechala po nas z dwoma miesniakami, ktorzy bez przerwy pili Red Bulla, na ich szyjach blyszczaly grube lancuchy, a zel z ich krociotkich wloskow az kapal na podloge. Przerazony przelknalem sline I spojrzalem na Kazika. On jednak niczego podejrzanego nie zauwazyl w ich zachowaniu.
 Zawiezli nas rozklekotanym Roverem do jakiejs przeludnionej I smierdzacej meliny, wczesniej pytajac o paszporty. Gdy uslyszalem to pytanie, to juz bylem pewien, ze nowo poznani rodacy zgotuja nam tu niezle atrakcje turystyczne.
 Nie chcialem wchodzic do tego domu, jednak nie mielismy wyjscia. Wycieczka, a wlasciwie pusty autobus, wrocil wlasnie do Polski, w kieszeniach zaledwie kilkadziesiat funtow, w brzuchu burczy, a mialo byc tak pieknie...
 Poczulem sie niepewnie I bezradnie. Na szczescie ludzie, ktorzy juz tam mieszkali, okazali sie bardzo sympatyczni, jednak bezrobotni jak my sami. Wyczulem, ze to co obiecala Wioletka, to tylko jedna wielka sciema aby wyludzic od nas pieniadze. Kazdy, kto chcial skozystac  z jej pomocy, musial zaplacic haracz w wyskosci £250 oraz poniesc dodatkowe oplaty za mieszkanie,rachunki I inne dziwne rzeczy.
 Po kilku godzinach spedzonych w tym apartemencie okazalo sie, ze mieszka nas tam 20 osob w 3 sypialniach I salonie, ze moje miejsce jest na podlodze I niestety zabraklo materaca I poscieli. Nieciekawie tez wygladalo z praca. Rano o 6 wszyscy ustawiali sie na chodniku przed domem.Podjezdzal van I koles wybieral potrzebnych mu ludzi do pracy. Jednak przez ostatni okres mial prace tylko dla pary, wiec reszta wracala smutna do lozek I odsypiala by przetrwac do dnia nastepnego.
 Po trzech nocach przespanych na podlodze, przykryty tylko kurtka postanowilem dzialac. Pozyczylem od Kazika £50 I pojechalem do Londynu szukac pracy. Niestety nie bylo latwo. Wiekszosc pozyczonych pieniedzy przeznaczylem na telephony I przejazdy,a prace znalazlem tylko jedna- w warsztacie samochodow luksusowych. I bylaby to swietna oferta, gdybym chcoc troche sie znal na tym. Zrezygnowalem wiec z tej pracy po pierwszym dniu, jednak zarobilem £30 co pozwalalo przezyc kilka kolejnych dni.
 Niestety ze znalezieniem kolejnego zajecia tez nie bylo lepiej I gdy juz skonczyly mi sie pieniadze oraz cierpliwosc, zadzwonilem do naszego budowlanca I oswiadczylem stanowczo, ze to on nas zapewnial o pracy I tylko dlatego przyjechalem do Londynu, a dzis skonczyly mi sie oszczednosci I ide spac pod most.
 Na szczescie nie musialem dlugo go przekonywac I umowilismy sie dnia nastepnego na Notting Hill...
CDN

Monday, 20 January 2014

Moja bitwa o Anglie cz1


 W cyklu "Moja bitwa o Anglie" chcialbym zaprosic Was do wirtualnego spaceru po Londynie I nie tylko. Jak wiadomo, Londyn to muzyczna mekka. To tu narodzil sie Punk Rock, to w Anglii powstal Heavy Metal. To tutaj narodzily sie najwieksze gwiazdy muzyki: Rolling Stones, Led Zeppelin, David Bowie, Pink Floyd, Sex Pistols, The Clash, Joy Division, Mike Oldfield I wiele innych. To tutaj umierali tez ci wielcy, np. Jimmy Hendrix, wybierajac to miasto na ostatni swoj zyciowy przystanek.
 W kolejnych rozdzialach opowiem Wam o ciekawych ludziach, ktorych tu poznalem, przeniesiemy sie razem w ciekawe miejsca I opowiem Wam o koncertach, na ktorych mialem okazje byc. A na poczatek, w skrocie zapoznam Was  z moja podroza do ziemi obiecanej, co przezylem w pierwszych dniach mojej wielkiej bitwy o Anglie.


 Moja bitwa o Anglie zaczela sie jeszcze w Polsce. Po nieudanym biznesie I ogolnym rozczarowaniu zyciem, namowiony przez kolege, podjelem decyzje o wyjezdzie z nim do Londynu. Jednak nie bylo to takie proste. Jak pamietacie, przed przystapieniem do Unii Europejskiej musielismy przechodzic ostre I nieprzyjemne kontrole na granicy w Dover. Niejedna rodzine doprowadzilo to do lez I utraty gotowki. Nie moglem pozwolic sobie na falstart. Wymyslilem, ze wykupimy wycieczke w biurze podrozy I tak bedzie bezpieczniej.
 Po ustaleniu terminu uiscilismy wszystkie oplaty I pozostalo nam czekac dnia wyjazdu. Oczywiscie jeszcze w Polsce skontaktowalismy sie z londynskim budowlancem, ktory mial nas zatrudnic na miejscu. Wszystko wygladalo pieknie I kolorowo.

Po ciezkiej nocy w autokarze, zjawilismy sie rankiem na granicy francusko-brytyjskiej w Calais. Jednak poziom adrenaliny byl tak wysoki, ze nikt nie czul zmeczenia. Spojrzalem z boku na nas autobus I na nas, na wszystkich pasazerow I zadalem sobie pytanie: Czy my wygladamy na turystow? Przeciez to przewoz pracownikow, a nie wycieczka na herbatke do krolowej. Ale nie mnie oceniac. Ustawilismy sie w kolejce do odprawy jak owce do strzyzenia I polecialy pierwsze glowy. W tym moj kolega, moj wspoltowarzysz. Mnie przepuscili, jednak zdalem sobie sprawe, ze jestem tu sam,bez jezyka, kontaktow I jakiejs bezpiecznej kwoty na przetrwanie. Resztki wlosow zjezyly mi sie na glowie. Przytulilem sie do zimnej szyby I probowalem wyobrazic sobie co bedzie dalej.
 Poznym popoludniem dojechalismy do hotelu. Jednak zamiast odswierzajacego prysznica I wygodnego lozka, dorwalem hotelowy telefon I rozpoczalem dzwonic do miejscowego buildera. Ten jednak rozwial ostatnie moje zludzenia I zbyl mnie po krotkiej rozmowie, twierdzac iz mnie nie zna I nie moze mnie zatrudnic bez mojego kolegi. Bylem w szoku. Przeciez jeszcze wczoraj wieczorem przed wyjazdem obiecal nam prace. Co teraz?? Kazdy z naszej wycieczki gdzies pojechal, ktos kogos odebral, ludzie znikaja. Zostaje nas moze pieciu z calej grupy.
 Zaraz po przekroczeniu granicy, nasz pilot wycieczki oswiadczyl przez mikrofon, iz zna malzenstwo w podlondynskim Slough, ktore moze pomoc znalezc prace, ze on rozumie nas I tez kiedys tu przyjezdzal na zarobek I chetnie teraz pomoze. Wiec po tym rozczarowujacym telefonie udalem sie do pokoju pilota. Pod jego drzwiami juz stal Kazik, jeden z moich towarzyszy podrozy. O wiele lat starszy ode mnie I rownie zagubiony w tym wielkim miescie jak ja.
 Weszlismy razem do pokoju. Pilot nas wysluchal I zadzwonil do znajomej pary ze Slough. Wszystko znow wygladalo rozowo. Mieli dla nas prace w fabryce czekolady Mars I gdzies na fermie. Mieli nas odebrac z nastepnego dnia z Windsoru...
CDN
Jest to pierwszy fragment mojego sluchowiska z Radio Bunt pt. "Moja bitwa o Anglie". Juz w krotce ciag dalszy, natomiast bierzace odcinki emitowane sa w kazdy piatek o 21.00 w www.radiobunt.com 

Saturday, 18 January 2014

wierszownik

Z nowym rokiem nowe wyzwania I nowe pomysly. Umowa na wydanie Wierszownika juz odeslana do edytora I trwaja prace redakcyjne. Ksiazka ukaze sie  w formie tradycyjnej na papierze w ksiegarniach stacjonarnych, internetowym Amazon, na stronie wydawnictwa oraz jako e-book. Premiere planuje na 1 kwietnia 2014. Bedziecie informowani na bierzaco o progresie prac redakcyjnych.
 Dziekuje wszystkim za wsparcie, komentarze I zainteresowanie wierszami. Dzis w erze playstation, komputerow, Facebooka oraz hamburgerow coraz mniej osob poswieca czas poezji, a poezji niekonwencjonalnej, alternatywnej, punk poezji jeszcze mniej. Dlatego z calego serca prosze I namawiam: Czytajcie wiersze! Czytajcie I wspierajcie mlodych ludzi, nic nie zastapi zapachu ksiazki, zapachu farby drukarskiej, klimatu ksiegarni czy biblioteki.
Przypomninam tez o mojej autorskiej audycji w Radio Bunt- Kacik Poezji Niecenzurowanej- w kazda srode o 21.00 czasu PL. Prezentuje tam swoje wiersze przeplatane ciekawa muzyka.
www.radiobunt.com
Czesc pieniedzy ze sprzedazy Wierszownika trafi do redakcji Radia Bunt celem polepszenia jakosci I dalszego rozwoju. Bedzie specjalne, limitowane wydanie Wierszownika, ktore bedzie przeznaczone wlasnie na ta akcje.
 Radio Bunt jest radiem amatorskim finansowanym z wlasnych oszczednosci. Nie posiadamy sponsorow oraz reklamodawcow, budzet jest bardzo napiety I czasami zdazaja sie problem natury technicznej. Czasami jest to nasza wina, czasami sa to problem niezalezne od nas. Prosimy o wyrozumialosc, a chetnych sponsorow zapraszamy do rozmowy.
Czekamy tez na Wasze sugestie, uwagi I propozycje.
Pan Nikt

Sunday, 12 January 2014

Moja Bitwa o Anglie

Juz w piatek o 21 czasu PL, na antenie Radia Bunt kolejny odcinek mojego opowiadania w formie dzwiekowej z cyklu "Moja bitwa o Anglie". Serdecznie zapraszam!
www.radiobunt.com

NIE MA PIEKLA, NIE MA NIEBA, JEST BUNT. RADIO BUNT

lodolamacz

christmast present
for my ex-
de icer
for your
frozen heart

Wednesday, 8 January 2014

ASYN

na cmentarzu wspomnien
gra orkiestra wydymana
niepelnosprawny alkoholik
uprawia taniec brzucha
gluchy tramwajarz
wali konia za drzewem
panna w welonie
chyba pomylila imprezy
I razem z mlodym
ciagna wino z gwinta
bezwstydnie obmacujac
granice przyzwoitosci
najebany grabarz
znow sie pomylil
I zakopal wspomnienie
o pani od historii
nie bydlaku
nie to
ksiadz-pedofil
z trzema aniolkami przy boku
jeszcze laber kapie mu z ust
dziwnie rozweselony
odjebal ostatnie pozegnanie
idz w chuj
ostatnie wspomnienie
wydymana orkiestra
gra marsz zalosny
trzy mohery za plotem
glupio komentuja I chichocza
idz w chuj
ostatnie wspomnienie
ostatnie pozegnanie

Saturday, 4 January 2014

for dAd

  utracOna
nadzieJa
        I Czulosci ojcowskiej
    od cIebie
    nawEt nie posmakowalem
    dzieCinstwa...

Ty przynajmniej
widziales mnie
zapewne pamietasz
kolor mych oczu
zapach noworodka
mysle nawet
ze czytasz mojego bloga
I czekasz na mnie
gdzies tam wysoko
wpadne napewno odwiedzic Cie
I nie zapomnij tylko
opierdolic matke
I obiecuje
zatroszczyc sie o Zenka

Wednesday, 1 January 2014

pierwszy wpis w tym roku

minal kolejny rok
znow przybylo ksiazek na polce
I znow nie wyjebala kometa
zasmuconym astronomom
I tegim propagandzistom
skladam serdeczne zyczenia
moze sie uda next time