Saturday, 13 July 2013

Jurek Kiler

 Powiem krotko- Zabilem! Zabilem gnoja z zimna krwia I bez wyzutow sumienia. Doslownie wgniotlem go w sciane jednym kopniakiem.
 Gdy wrocilem tu dzis rano,biegal po salonie sploszony. Nie wiedzial gdzie sie schowac gdy mnie zobaczyl. Widzialem te zagubione oczka, te galaretowate nozki. Byl w totalnej panice. Wiedzial,ze nie ma szans. Wiedzial,ze nie mam litosci nad takimi gnojkami. Brzydze sie takimi tchorzami. Dla mnie to zwykle scierwo, odpad genetyczny. Zawsze uciekaja na moj widok. Nie dziwie sie. Dwa lata w wojsku, kilka lat doswiadczenia w ochronie, nie naleze do chuderlakow, mam silne nogi I rece, masywna budowa ciala, jestem wysoki, no I te buty. Ciezke, twarde, podkute blacha glany. Kazdy by sie wystraszyl na jego miejscu. Wiem jak kopnac by zabic jednym ruchem. Wiem jak kopnac by nie zabic od razu,tak by pocierpial troche.
 Dnia poprzedniego zalatwilem tu kilku takich jak on (I prosze,nie nazywaj mnie tylko masowym morderca lub kilerem.Nie lubie tego.) Moze nawet byli spokrewnieni z soba? Nie wiem.Nie interesowalo mnie to. Mysle,ze on nawet musial widziec ta akcje I dlatego ucieka na moj widok. Ich swieczka zgasla w lazience za zamknietymi drzwiami. W tym przypadku urzylem innego sposobu. Uczyli nas na kursach jak poslugiwac sie w celach obrony calkiem niewinnymi przyborami- miotla, poduszka,koc. Otrulem ich mocno toksycznym klejem w spraju. Psikalem duzo I szybko. Prosto w oczy, prosto w pysk, pozniej po calym ciele. Tak aby mialy problem z poruszaniem sie, z przemieszczaniem. Nawet nie steknely,nawet nie pisnely. Scisnely sietylko razem,przepraszam za zwrot, do kupy. Tak jakby chcieli zginac razem. Ten z wygladu najstarszy, moze nawet ich ojciec, poruszal tylko wasem I odszedl bez slowa.
 Mowie o tym otwarcie, poniewaz trzeba tepic takie pasozyty. I nie zawacham sie zrobic tego ponownie. Karaluchy to scierwo!

6 comments:

Anonymous said...

ZDECYDOWANIE DOBRZE POSTEPUJESZ Z TAKIMI OSOBNIKAMI ! TAK TRZYMAJ ! POZDRAWIAM ! :)

Danka said...

Ten karaluch to przypadkiem nie "Prusaki" tak na nie w Polsce mówią::) Ciężki sprzęt na nie trzeba brać,bo psikaczem nie zwalczysz...Brzydzę się tego,kiedyś zalęgło się w piwnicy w bloku..Rozniosło się ścierwo po całej powierzchni..Musieliśmy na 3 dni wszyscy ewakuować się z całego bloku ..I likwidacja była na plus::))Życzę każdego dnia bez bojów::))

1beam said...

"ŁO matulu,toć to jakieś mutanty,trza na nich desant spuścić":))))
Pamiętam takie karaczany,chodziły po ścianach w szpitalach.W latach 70-80tych było tego robactwa mnóstwo,nawet w knajpach brrr...Teraz z tym się nie spotkałam nigdzie,może znaleziono jakiś skuteczny środek.
Fajnie się czyta,niczym prawdziwy kryminał.Pozdrawiam

Anonymous said...

Czytałam i drżałam, ale do końca dotrwałam ;)).

Dokładnie co miesiąc, żeby bestiom znów przypadkiem wrócić się nie zachciało swój teren zaznaczam maścią specjalną na widok której nawet wąsa, te potwory ochydne boją się wystawić.

Vehuan

Poszukaj.bloog.pl

Danka said...

A ............Bardzo Dziękuję za pozdrowienia ::)) Oczywiście tez przesyłam do Londynu ::)) także z cieplutkiej Szwecji::))) Ostatnio coś od kolegi strony chłodem do mnie wiało...Ale nareszcie słonko zawitało::))))Danka

Made Inja said...

Tyle siły i mocy na takie piękne stworzenia. Bohater...
Bed Bugs- to dopiero walka!